zaloguj się

spotkania jesień - zima 2011

Msza o uzdrowienie
 30.01.2012.

Słowo:   2 Sm 15,13-14.30;16,5-13a

Przybył ktoś, kto doniósł Dawidowi: „Serca ludzi z Izraela zwróciły się do Absaloma”. Wtedy Dawid dał rozkaz wszystkim swym sługom przebywającym wraz z nim w Jerozolimie: „Wstańcie! Uchodźmy, gdyż nie znajdziemy ocalenia przed Absalomem. Spiesznie uciekajcie, ażeby nas nie napadł znienacka, nie sprowadził na nas niedoli i ostrzem miecza nie wygładził mieszkańców miasta”.

Dawid wstępował na Górę Oliwną. Wchodził na nią płacząc i mając głowę zasłoniętą. Szedł boso. Również wszyscy ludzie, którzy mu towarzyszyli, zasłonili swe głowy i wstępując na górę płakali.
Król Dawid przybył do Bachurim. A oto wyszedł stamtąd pewien człowiek. Był on z rodziny należącej do domu Saula. Nazywał się Szimei, syn Gery. Posuwając się naprzód, przeklinał i obrzucał kamieniami Dawida oraz wszystkich sług króla Dawida, chociaż był z nim po prawej i po lewej stronie cały lud i wszyscy bohaterowie.
Szimei przeklinając, wołał w ten sposób: „Precz, precz, krwawy człowieku i niegodziwcze. Na ciebie Pan skierował wszystką krew rodziny Saula, któremu zagarnąłeś panowanie. Królestwo twoje oddał Pan w ręce Absaloma, twojego syna. Teraz ty sam jesteś w utrapieniu, bo jesteś człowiekiem krwawym”.
Odezwał się do króla Abiszaj, syn Serui: „Dlaczego ten zdechły pies przeklina pana mego, króla? Pozwól, że podejdę i utnę mu głowę”.
Król odpowiedział: „Co ja mam z wami zrobić, synowie Serui? Jeżeli on przeklina, to dlatego, że Pan mu pozwolił: «Przeklinaj Dawida». Któż w takim razie może mówić: «Czemu to robisz?»” Potem zwrócił się Dawid do Abiszaja i do wszystkich swoich sług: « Mój własny syn, który wyszedł z wnętrzności moich, nastaje na moje życie. Cóż dopiero ten Benia-minita? Pozostawcie go w spokoju, niech przeklina, gdyż Pan mu na to pozwolił. Może wejrzy Pan na moje utrapienie i odpłaci mi dobrem za to dzisiejsze przekleństwo”.
I tak Dawid posuwał się naprzód wraz ze swymi ludźmi.

Mk 5,1-20

Jezus i uczniowie Jego przybyli na drugą stronę jeziora do kraju Gerazeńczyków. Ledwie wysiadł z łodzi, zaraz wybiegł Mu naprzeciw z grobów człowiek opętany przez ducha nieczystego.
Mieszkał on stale w grobach i nawet łańcuchem nie mógł go już nikt związać. Często bowiem wiązano go w pęta i łańcuchy; ale łańcuchy kruszył, a pęta rozrywał, i nikt nie zdołał go poskromić. Wciąż dniem i nocą krzyczał, tłukł się kamieniami w grobach i po górach.
Skoro z daleka ujrzał Jezusa, przybiegł, oddał Mu pokłon i krzyczał wniebogłosy: „Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam Cię na Boga, nie dręcz mnie”. Powiedział mu bowiem: „Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka”. I zapytał go: „Jak ci na imię?” Odpowiedział Mu: „Na imię mi legion, bo nas jest wielu”. I prosił Go na wszystko, żeby ich nie wyganiał z tej okolicy.
A pasła się tam na górze wielka trzoda świń. Prosili Go więc: „Poślij nas w świnie, żebyśmy w nie wejść mogli”. I pozwolił im. Tak duchy nieczyste wyszły i weszły w świnie. A trzoda około dwutysięczna ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora. I potonęły w jeziorze.
Pasterze zaś uciekli i rozpowiedzieli to w mieście i po zagrodach, a ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie legion, jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. Strach ich ogarnął. A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli Go prosić, żeby odszedł z ich granic.
Gdy wsiadł do łodzi, prosił Go opętany, żeby mógł zostać przy Nim. Ale nie zgodził się na to, tylko rzeki do niego: „Wracaj do domu, do swoich, i opowiadaj im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą”. Poszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus z nim uczynił, a wszyscy się dziwili.

Słowa z dzisiejszych czytań nadają kierunek modlitwie o uzdrowienie.

-To co jest najbardziej akcentowane to grzech międzypokoleniowy, czyli taki, który narasta, który sie pojawia i przenosi na osoby w rodzinach z otoczenia, doprowadzając do podobnych schematów postępowania, wyborów, decyzji. Nie jest on jednak dziedziczny!To raczej atmosfera w jakiej przebywamy, nasiąkanie nią od najmłodszych lat. To sprawia, że zaczynamy podejmować decyzje, i dokonywać wyborów, które są grzechem, tzw. wyuczonym, zaobserwowanym, do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić, bo przejęliśmy mimochodem pewne wzorce.
Historia z Księgi Samuela pokazuje dzisiaj międzypokoleniowy grzech. Zaczęło się od Saula, który zaczął zazdrościć,później był Dawid, który pożądał i zabił męża Betszeby, dzisiaj natomaist jest przywołana postać Absaloma, który w imię dobra zabił brata, ponieważ zgwałcił on jego siostrę.

- Dawid w pierwszym czytaniu słyszy słowa przekleństwa, ale się go nie boi. My też je słyszymy w życiu, ale one chociaż wydaje się że jest inaczej, tak naprawdę nie mają w sobie siły. Natomiast możemy nadać tym słowom moc, jeśli je przyjmiemy i w nie uwierzymy. Podobnie jest z dobrymi słowami, z pochwałami,które  nabierają mocy jeśli w nie uwierzymy. Jeśli więc słyszymy przekleńswo, to nasza odpowiedź powinna być taka, jak reakcja Dawida. To w Bogu jest moja siła, Chrystus jest silniejszy od złych słów, więc uważaj, bo przekleństwo moze wrócić do ciebie.

Grzech międzypokoleniowy nie jest dziedziczny, ale taki, którego uczą ludzie,  - np. ktoś może być nieświadomie smutny, albo moze być chorobliwie zazdrosny o wszystko. Są to również wszelkie wpojone postawy: porównywanie, chciwość - nawykowe, wyuczone, z przyzwyczajenia. Nawrócenie polega na myśleniu w wolności, w miłości, uczy myślenia prostoty bez kręcenia.


W drugim czytaniu mamy człowieka, który siedzi w grobie. Być może y też jesteśmy w grobach, które przyozdabiamy. Są to miejsca, które trzymają nas w izolacji, odłączają od relacji, rodziny, od Boga, ale przede wszystkim od drugiego człowieka. To mogą być myśli,które odłączają, wycofują i ciągle wprowadzają do grobu. Jednak chrześcijaństwo jest wiarą gdzie grób jest pusty. Gdy Chrystus przychodzi do grobu, to grób zawsze staje się pusty.
Dzisiaj Chrystus przychodzi, by wyciągnąć z grobu lęków, z grzechu, który zapoczątkował porównywanie, nieufania mężowi, żonie... Chrystus przychodzi i uwalnia, jednak w tej Ewangelii pokazane jest, że wolność czasem dużo kosztuje - w przytoczonej historii 2000 świń utonęło w rzece i dla mieszkańców tej wioski to było bardzo dużo: ktoś utracił pracę, stracił utrzymanie, plus jeszcze wartość zwierząt. Może się rodzić pytanie czy jestem gotowy na wolność w Chrystusie mimo kosztów i strat, jakie się z tym wiążą? Boże czy warto? Może jednak pozostanę przy swoim? Ewangelia dzisiaj pokazuje, że wolność ma swoją cenę, bo wymaga rezygnacji...z grzechów nawykowych, wyuczonych, z nałogów, z myśli... Czy jestem w stanie porzucić to wszystko, co sprawia, że budzi się we mnie krzyk - zarówno taki, jak w Ewangelii, czyli głośny, czy też krzyk wewnętrzny, w środku, który izoluje?

 

opr. jk


Spotkanie modlitewne 23.01.2012.

 SłowoMk 3, 22 – 30

Natomiast uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: «Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy». Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: «Jak może szatan wyrzucać szatana? Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać.  I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc szatan powstał przeciw sobie i wewnętrznie jest skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nie nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i wtedy dom jego ograbi. Zaprawdę, powiadam wam: wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego». Mówili bowiem: «Ma ducha nieczystego».

Krótki komentarz na podstawie interpretacji o. Remigiusza:

Gdy kogoś nie lubimy, zwłaszcza kogoś przewyższającego nas mądrością i inteligencją, to staramy się go zdyskredytować. Podobnie uczeni w Piśmie nie lubią Jezusa, chcą poddać Jego naukę w wątpliwość, więc szukają argumentów przeciwko Niemu. Porównują Go z diabłem mówiąc: "ma ducha nieczystego". Chcą zdyskredytować samego Boga. Jezus wykorzystuje tę okazję, aby z miłością i łagodnością pouczyć ludzi.  Tłumaczy, że wszystkie grzechy zostaną ludziom wybaczone oprócz grzechu przeciwko Duchowi Świętemu. Jest On Pocieszycielem i Bożą mocą. Grzech przeciwko Niemu, to grzech przeciwko Bożej mocy. Popełniamy go, kiedy czynimy Boga bezsilnym w naszym życiu, odbieramy Mu moc, tak jak to czynili faryzeusze. To jest stan, nasza postawa, w której nie dajemy przyzwolenia Bogu, by dla mnie cokolwiek uczynił. Mówimy wówczas: "Mnie to już Bóg na pewno nie pomoże" albo "Mnie to już nikt nie zbawi". Polegamy wtedy na samych sobie i wydaje nam się, że własną mocą się zbawimy. Z grzechu przeciwko Duchowi Świętemu nie spowiadamy się, gdyż nie jest to grzech czynu, ale postawa. Kiedy powiem Bogu: "nie chcę", to jest jedyna możliwość nieodpuszczenia moich grzechów, gdyż Bóg szanuje moją wolność. Jezus spoglądając z miłością, Bożą mocą uwalnia nas od tej prowadzącej do potępienia postawy. Kiedy Mu się w pełni oddajemy, stajemy się prawdziwie wolni. To paradoks wolności niezrozumiały dla "tego świata". Uwolnienie to całkowite zawierzenie Bogu. To Bóg wszystko czyni, On uwalnia. 

                                                   

                                                                                                                opr. go


Spotkanie modlitewne 16.01.2012.

 SłowoŁk 10, 21 – 24

W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli. 

Krótki komentarz na podstawie interpretacji Pauliny.:

Jezus jest w drodze. Możemy Go spotkać każdego dnia niezależnie od tego co jest na zewnątrz, jak się czujemy. Kiedy spotykamy się z Bogiem, to wtedy ma nas to do czegoś przemienić. Ale Bóg spotyka się z nami dlatego, że jesteśmy wyjątkowi. Czy ja to czuję, że jestem wybrany przez Boga? I to wybranie może się tylko w Ojcu dokonywać. Jezus nas zaprasza do radykalizmu. Jeżeli nas uzdrawia to po coś. Czy jesteśmy gotowi zostawić starego człowieka i przyjąć świeżość, ale we współpracy z Bogiem. I oto właśnie będziemy się teraz modlić.

Powyższe słowo prowadziło nas przez całe spotkanie. Dziękowaliśmy Bogu, w modlitwie i świadectwach za Jego liczne łaski, uwielbialiśmy Go z radością, ale także prosiliśmy o radykalizm w porzuceniu 'starego człowieka' i umocnienie w łasce, w myśl słow: "Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia." (2 Tm 1, 7)

opr. bk, pz


Spotkanie modlitewne 9.01.2012.

 SłowoMk 1, 6b-11

Jan  Chrzciciel tak głosił: Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym. W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie.  A z nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie.

Krótki komentarz na podstawie interpretacji Ani P.:

Chrzest Pana Jezusa jest dla nas bardzo ważnym znakiem, tak jak mogliśmy to usłyszeć. Sam okres Bożego Narodzenia jest takim przemożnym czasem działania łaski Bożej w nas. Jezus stojąc u brzegu Jordanu - staje obok nas jako grzeszników, uświęca nasze życie, przyjmuje nas grzech, też to wszystko, co nas przytłacza, co powoduje, że nasze życie nie może zrealizować się w pełni. 

Jezus przyszedł, aby wypełnić wolę Ojca. Wolą Ojca wobec nas jest, abyśmy realizowali dar życia, jaki od niego otrzymaliśmy. Każdy z nas otrzymał to najgłębsze powołanie od Boga - możemy je odkryć we własnym sercu. To jest to, co powoduje, że ja realizuję siebie, żyję w pełni. Każde inne powołanie (wybór stanu życia, praca) jest dopiero wypełnieniem tego najgłębszego powołania. Bóg zaprasza nas dzisiaj, abyśmy odczytywali je i realizowali w naszym życiu.

Jezus, stając u brzegu Jordanu wyrusza w drogę, która jest realizacją Jego życia, Jego misji, która otrzymał od Ojca. Aby to realizować, musi zostawić dotychczasowe życie, Maryję, którą kochał. Dzisiaj my także jesteśmy zaproszeni do zostawienia może dotychczasowego sposobu życia, przyzwyczajeń, czegoś, co kochamy - po to, aby móc zrealizować wolę Ojca. Zawsze, kiedy realizuje się wola Ojca wtedy otwiera się Niebo. Niebo, które pochyla się nad nami, aby pełnia łaski spływała na nas. Bóg zaprasza nas do dojrzałości życiowej i duchowej. Ojciec nas namaszcza i uzdalnia do realizacji swojego życia. Jesteśmy zaproszeni do pełni dziecięctwa Bożego, zaufania Ojcu, że On nas dobrze uczynił, prowadzi oraz zgody na sposób, w jaki mnie prowadzi.

Dobrze rozumiane dziecięctwo Boże, to także zgoda na drugiego czlowieka obok mnie, radość z tego, że on rozwija swoje talenty, realizuje swoje powołanie. Jeśli coś się tu wkrada, to ozn., że zagubiłem coś z rozumienia mojego dziecięctwa. 

Najważniejsze jest to, abyśmy byli pełni jedno z Ojcem. Pan Bóg zapewnia nas, że nieustannie Jego moc stwórcza w nas działa, że nieustannie kształtuje w nas takie naczynie, jakim chce nas mieć. W Chrzcie otrzymaliśmy pełnię Ducha, abyśmy w pełni realizowali dany nam potencjał. Tylko pytanie - czy my to czynimy? Jeżeli czegoś mi brakuje, to mogę w tym obrazie stanąć obok Jezusa i wypowiedzieć Bogu swoje "tak". W jakim obszarze mojego życia potrzebuję ożywienia?

Kilka słów o. Kazimierza:

W tej scenie z Ewangelii, w której słyszymy: „Tyś jest Syn mój umiłowany…”, w Chrzcie Świętym Bóg kieruje te słowa do każdego z nas. W normalnych warunkach słyszymy te słowa od naszych rodziców. W życiu dorosłym możemy przyjąć je od Boga. Dziś możemy zapytać siebie w odnowieniu przyrzeczeń  czy chcę usłyszeć, czuję się kochanym dzieckiem Boga.

Idąc za Słowem, odnowiliśmy przyrzeczenia chrzcielne i zostaliśmy pokropieni wodą święconą.

 

opr. bk


Spotkanie modlitewne 2.01.2012.

 Słowo: Łk 2, 8-20

W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz anioł rzekł do nich: "Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie". I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami:
"Chwała Bogu na wysokościach,
a na ziemi pokój
ludziom Jego upodobania".
Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: "Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił". Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane.

Krótki komentarz na podstawie interpretacji o. Remiego:

- W Ewangelii pojawia się dziś trzecie "nie bójcie się". Najpierw słyszy je Maryja, potem Józef, a teraz pasterze. I człowiek musi uwierzyć w te słowa. Zawsze, gdy w nie uwierzysz - przychodzi Jezus. 

- Jezus przychodzi, a Ty nie bój się przyjąć takiego Boga, jakim jest, otworzyć się na Niego, przyjąć Jezusa.

- Jedno 'tak' w życiu człowieka pociąga kolejne wśród kolejnych osób. Za moim 'tak' idą kolejne 'tak' innych osób.

- W noc, gdy Jezus przychodzi, pozornie nic się nie dzieje - rodzi się dziecko. Jest to tak normalne, że Bóg interweniuje u pasterzy. Bóg przychodzi tak bardzo w codzienności, że Go nie widać. 

- Bóg pokazuje, że tak jest w życiu - przychodzi w nasze życie i wiele razy to widzimy, wiele razy nie. Bóg wtedy interweniuje - są różne poruszenia w sercu. Na niektóre z nich odpowiadamy, od innych się wymawiamy, innych nie dostrzegamy.

- To 'niby nic' dotyczy różnych wydarzeń. Tak, jak na krzyżu - 'niby nic', umiera człowiek - a dzieje się zbawienie świata. Bo taki jest Bóg. Nie potrzebuje aplauzu, by się coś dokonało.

- W tym Bożym działaniu uderza prostota - Bóg jest tak zwyczajny, normalny, że bez łaski nie da się uwierzyć. Ilekroć szukamy niezwykłości - musimy być strożni. Bóg przychodzi po ludzku - w przebaczeniu, w 'przepraszam', w 'kocham cię', w 'fiat'. 

Boże Narodzenie jest w prostocie.

opr. pz

 


 

Spotkanie modlitewne 19.12.2011. - Spotkanie opłatkowe

 Słowo: Łk 1,5-25

Za czasów Heroda, króla Judei, żył pewien kapłan, imieniem Zachariasz, z oddziału Abiasza. Miał on żonę z rodu Aarona, a na imię było jej Elżbieta. Oboje byli sprawiedliwi wobec Boga i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich. Nie mieli jednak dziecka, ponieważ Elżbieta była niepłodna; oboje zaś byli już posunięci w latach. Kiedy Zachariasz w wyznaczonej dla swego oddziału kolei pełnił służbę kapłańską przed Bogiem, jemu zgodnie ze zwyczajem kapłańskim przypadł los, żeby wejść do przybytku Pańskiego i złożyć ofiarę kadzenia. A cały lud modlił się na zewnątrz w czasie kadzenia. Naraz ukazał mu się anioł Pański, stojący po prawej stronie ołtarza kadzenia. Przeraził się na ten widok Zachariasz i strach padł na niego. Lecz anioł rzekł do niego: „Nie bój się, Zachariaszu; twoja prośba została wysłuchana: żona twoja Elżbieta urodzi ci syna, któremu nadasz imię Jan. Będzie to dla ciebie radość i wesele; i wielu z jego narodzenia cieszyć się będzie. Będzie bowiem wielki w oczach Pana; wina i sycery pić nie będzie i już w łonie matki napełniony będzie Duchem Świętym. Wielu spośród dzieci Izraela nawróci do Pana, Boga ich; on sam pójdzie przed Nim w duchu i mocy Eliasza, żeby serca ojców nakłonić ku dzieciom, a nieposłusznych do usposobienia sprawiedliwych, by przygotować Panu lud doskonały”. Na to rzekł Zachariasz do anioła: „Po czym to poznam? Bo ja jestem już stary i moja żona jest w podeszłym wieku”. Odpowiedział mu anioł: „Ja jestem Gabriel, który stoję przed Bogiem. A zostałem posłany, aby mówić z tobą i oznajmić ci tę wieść radosną. A oto będziesz niemy i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, w którym się to stanie, bo nie uwierzyłeś moim słowom, które się spełnią w swoim czasie”. Lud tymczasem czekał na Zachariasza. I dziwił się, że tak długo zatrzymuje się w przybytku. Kiedy wyszedł, nie mógł do nich mówić i zrozumieli, że miał widzenie w przybytku. On zaś dawał im znaki i pozostał niemy. A gdy upłynęły dni jego posługi kapłańskiej, powrócił do swego domu. Potem żona jego, Elżbieta, poczęła i pozostawała w ukryciu przez pięć miesięcy i mówiła: „Tak uczynił mi Pan wówczas, kiedy wejrzał łaskawie i zdjął ze mnie hańbę w oczach ludzi”.

Dzisiejsze spotkanie było ostatnim w tym roku, a jednocześnie ostatnim przed Świętami Bożego Narodzenia. Z tej okazji modliliśmy się w duchu tych Świąt, śpiewaliśmy kolędy, dzieliliśmy opłatkiem, a życzeniom nie było prawie końca.

Kometarz  na podstawie interpretacji Bogny Bohdanowicz:

Dzisiaj usłyszelismy ponownie historię zwiastowania, jednak o ile wczoraj było Zwiastowanie Nipokolanie Poczętej, której Fiat otworzyło nową epokę, to dzisiaj mamy Ewangelię o Zwiastowaniu człowiekowi – grzesznikowi. W dzisiejszej Ewangelii padają imiona wielkich protoplastów zbawienia: Elżbieta, potomkinii Aaarona – nawiązanie do początków Księgi Rodzaju. Bóg zanim posłał Anioła Gabriela Maryi, posłał go do kapłana, urzędującego w samej Jerozolimie. Posłał do człowieka, który był ze wszechmiar przygotowany na to by Boga znać, rozeznać i zrozumieć. Takim człowiekiem w tamtych czasach był Zachariasz – człowiek w pełni dostojeństwa, służby, doświadczenia, lat. I do niego przychodzi ten sam Anioł, który 3 miesiące później przyjdzie do Maryi. Przedstawia się i opowiada jaki Bóg ma plan, mówi o całej historii wcielenia. Mówi o tym kim będzie Jan, o tym co zrobi. Wypowiada nawet taki szczegół, z którym wzyscy uczeni w piśmie, faryzeusze będą mieli 30 lat później straszny problem – mianowice kim jest Jan Chrzciciel - przecież miał przyjśc Eliasz przed Jezusem. A ten Anioł Zachariaszowi mówi po prostu – że Twoje dziecko przyjdzie w duchu Eliasza  będize przygotowywało drogę Zbawicielowi. Czarno na biały. Nie można było lepiej tego wyłuszczyć człowiekowi, który się zna. I co robi Zachariasz? Odpowiada: “Ja nie wiem, w ogóle o czym Ty mówisz! To w ogóle jest niemożliwe!” I czy Pan Bóg się z tego wycofuje? Mimo że ten człowiek okazał tak naprawde niewiarę. Bóg mówi, że to się spełni w swoim czasie. Tymczasem jego niewiara i jego zamknięte serce, spowodowały jego niemotę, to że był niekomunikatywny, że zamknęła się w nim jakaś chwała. Coś się zasklepiło, zastygło na 9 miesięcy dopóki sie nie narodził Jan. Jeżeli nie rozozna się czasu BożegoNawiedzenia, i jeśli człowiek się skupi na swich wątpliwościach, lękach, które wszyscy mamy i to jest oczywiste, to mozna wyhodować wielki baobab milczenia, niemoty, które przechodzi dalej, na sąsiadów, na współmałzonka, na domowników. I tak jak Zachariasz był niezrozumiały dla tłumu, który go wyszedł oglądać, który się modlił w tym czasie w tej świątyni, był nieczytelny dla swojej żony, sąsiadów, gdzie wrócił po swojej słuzbie, tak samo i my czasem jesteśmy podobni – nie świecimy, ponieważ w czasie, kiedy była dla nas wielka łaska, wielki zastawiony stół Słowa Bożego, mieliśmy postawę “no ale” “boje się”. Chociaż jesteśmy obciążeni wielkimi sprawami, Bóg nie mówi nam dzisiaj “E tam twój problem nic nie znaczy” nie licytuje się z nami o wartość, wielkość naszych krzyży. Natomiast dzisiaj Bóg mówi wyraźnie: “uwierz, potrzebuję Twojej wiary, bo Ja jestem twoim Bogiem, a ty Moim dzieckiem”. Poczujmy się zachęceni do tego by nie hodować naszych wątpliwości, naszych “ale”, naszych strachów, tylko żebyśmy wstali jako dzieci wiary, wstali i wyprostowali głowy i te miejsca, gdzie się garbimy.

 

opr. jk

 

 


 

Spotkanie modlitewne 12.12.2011.

 Modlitwa, która szczególnie ma nam towarzyszyć w tym tygodniu formacji: 

Maryjo, kiedy patrzę na Ciebie, 
Twoje oczy mówią mi o innym świecie,
A Duch Święty w mym sercu śpiewa tę pieśń.
Daj mi Jezusa, Jezusa mi daj
Powoli, łagodnie widzieć zaczynam
Że Bóg to Ojciec, co miłość chce dać.
Więc patrzę i wołać  zaczynam,
Ja pragnę Jezusa.

 

 

 

                           (o. Józef Kozłowski SJ)

 

 

Słowo: Dz 1, 12-14

Wtedy wrócili do Jerozolimy z góry, zwanej Oliwną, która leży blisko Jerozolimy, w odległości drogi szabatowej. Przybywszy tam weszli do sali na górze7 i przebywali w niej: Piotr i Jan, Jakub i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, [brat] Jakuba. Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego.

 Dzisiejsze spotkanie było ostatnim spotkaniem w ramach formacji Maryjnej.  Na początku trwaliśmy jednomyślnie na modlitwie tak jak Maryja z Apostołami w Wieczerniku. Modlitwa przygotowała nas do wsłuchania się w słowa konferencji o.Józefa Kozłowskiego

Streszczenie konferencji (o. Józef Kozłowski):

O. Józef Kozłowski w swojej konferencji na samym początku podzielił się swoim doświadczeniem wylania darów Ducha Św., która miała miejsce w Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.  Wtedy też o. Józef otrzymał dar języków i mógł uwielbiać Pana w Duchu Świętym. Pierwsze otwarcie na działanie Ducha Św. w Jego życiu dokonuje się przez interwencję  Maryi, kiedy na osobistej modlitwie słyszy Jej słowa, że każdy dar jest dany dla własnego dobra i o. Józef jest zachęcony do  tworzenia pośród współbraci spotkań zatytułowanych refleksje nad Ewangelią.  Kolejnym wydarzeniem, które otworzyło ojca na Słowo Boże i Ducha Świętego były również ćwiczenia duchowe, które przeżywał i kiedy doświadczył bardzo mocnego spotkania z Chrystusem. Wtedy też rozpoczęła się nieustanna modlitwa: „Panie spraw aby z tych których mi dałeś nikt nie zginął”. Maryja jest wierna, dziełu Boga w nas, Ona cały czas nas wychowuje do tego abyśmy byli coraz bardziej Chrystusowi, troszczy się o nas abyśmy mogli do głębi poznać Jezusa jako żyjącego Pana, przyjąć  Go całym sercem, stać się pokornym sługą Ducha Jezusa. Do pokory i miłości będziemy wciąż dorastać przez całe życie, a jest to możliwe jedynie dzięki pomocy Ducha Św. Maryja służy nam darem otwartości na miłość, na Ducha Świętego, na Jezusa , tak abyśmy potrafili przyjść do źródła życia, do źródła naszych narodzin według Ducha. Chcemy być jedno z Chrystusem, a kiedy z Nim będziemy jedno, to będziemy też jedno między sobą. Bóg oczekuje od nas zwykłego Fiat – TAK. To zwyczajne „tak” jest otworzeniem drzwi dla Jezusa. Bóg oczekuje świadectwa naszej miłości, nie nudzi się gdy mówimy, że Go naprawdę kochamy, ale przyjmuje to jako dar, jako odpowiedź stworzenia wobec Stwórcy. Jako odpowiedź człowieka na dar miłości. Jesteśmy wszechstronnie ubogaceni. Niestety nieszczęście polega na tym, że my nie zdajemy sobie sprawy jak jesteśmy obdarzeni. Swoje życie przeżywamy na powierzchni, nie potrafimy wypłynąć na głębię. Nie widzimy skarbu, który mamy od Boga. Na szczęście zgodziliśmy się by Bóg otworzył nasze wnętrze i pokazał prawdę swojej miłości, której tak bardzo potrzebujemy.  Człowiek, któremu brakuje miłości będzie człowiekiem zawsze niezadowolonym i smutnym. Jest wiele osób, które żyją w pretensji do Pana Boga, wypełniają powołanie, ale ciągle są niezadowoleni, ponieważ brakuje im charyzmatu miłości. Potrzebujemy Ducha Św. byśmy potrafili przyjąć drugiego człowieka, być cierpliwym, wyrozumiałym i dostrzegać to co dobre. Kiedy prosimy Ducha Świętego to On sprawia, że przestajemy patrzeć na to co zewnętrzne, lecz zaczynamy dostrzegać wnętrze człowieka. Duch Święty daje nam widzenie wewnętrzne rzeczy zewnętrznych. Możemy widzieć w drugim człowieku przychodzącego Boga, ukochanego brata i siostrę. Potrzebujemy też daru odwagi i męstwa zwłaszcza w walce z mocami ciemności i własną pożądliwością. Często człowiek jest bezsilny w stosunku do swojej pożądliwości. Chce poradzić sobie sam, ale jest to walka przeciw duchowi zła, który wykorzysta każdy rodzaj ludzkiej słabości aby obrócić go przeciwko człowiekowi. Robi to bardzo inteligentnie, ponieważ naśladuje Ducha Świętego w świecie i obraca w przeciwieństwo. Jest zdolny widzieć nas, natomiast my go nie widzimy. Dlatego też potrzebujemy Ducha Świętego by pokonać ducha zła. W Imię Jezusa możemy pokonać wszelkie zło. Mamy moc Boga, która jest w nas, dzięki której możemy pokonać szatana. Potrzebujemy jednak też osobistego kontaktu z Jezusem, daru modlitwy, daru jedności w modlitwie, kontemplacji. Czyńmy wszystko by otworzyć się na miłość Boga, na każdy Jego dar, który chce nam dać, aby strumienie wody żywej popłynęły przez nasze wnętrze. Idźmy w kierunku Dawcy, aby mógł uczynić nasze życie bardziej prostym, zwyczajnym, komunikatywnym, a jednocześnie bardziej boskim. 



Po wysłuchaniu konferencji miała miejsce modlitwa o wylanie darów Ducha Świętego, prowadzona w trzech turach. 
1.    modlitwa za odpowiedzialnych w naszej wspólnocie, za naszą liderkę Martę, o. Remiego i osoby z rady grupy, aby Duch Święty dopomagał im w posłudze i wskazywał odpowiednie ścieżki dla naszej wspólnoty. 
2.    Modlitwa za te osoby, które w naszej wspólnocie pełnią chociaż jedną posługę - o wierność tej posłudze, o odwagę wypłynięcia na jeszcze większą głębię i podjęcie nowych posług.
3.    Modlitwa za te osoby, które jeszcze nie są w żadnej posłudze, aby Duch Święty obdarzył ich potrzebnymi darami i gotowością do odpowiedzenia na zaproszenie Boga.
Spotkanie zakończyło się kilkoma świadectwami, które wskazywały na działanie Maryi w życiu tych osób, a także na owoce formacji Maryjnej, która jak widać była potrzebna każdemu z nas, aby odnowić lub nawiązać bliską relację z Maryją.
                 

 opr. kg


 

Spotkanie modlitewne 5.12.2011.

 Modlitwa, która szczególnie ma nam towarzyszyć w tym tygodniu formacji: 

 

Pokorna Służebnico Pana
Łamiąca strzały nieprzyjaciela
Miażdżąca głowę węża
Bądź zawsze przy mnie
Abym stawał się
Na wzór swojego Mistrza i Pana
Pokornym Jego sługą.
 
 
 
                           (o. Józef Kozłowski SJ)

 

Słowo:

 Rz 8, 33 – 39


Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej - zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami?  Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź. Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.  

Streszczenie konferencji (Teresa Sz.):

Słyszałam takie słowa: „To co jest w tobie nie pochodzi ode mnie”.  Przeżywamy różne stany, ale to nie jest wyrazem mojej miłości – mówi Bóg. Św. Paweł mówi: „Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciwko mnie”. Tutaj jest bardzo ważne rozeznawanie, jaka myśl od kogo pochodzi. Niezwykle istotne jest, abyśmy słuchali co nam chce powiedzieć Duch Święty przez Słowo, uczucia, serce. Przeżywamy różne rzeczy: utrapienie, ucisk nawet głód, ale we wszystkim odnosimy pełne zwycięstwo. To jest pytanie o moje serce czy jestem cały Boga. To jak odczuwamy zależy od tego czy zawierzymy się całkowicie Bogu. Jeżeli ufam to wierzę, że nic nie odłączy mnie od Bożej miłości.  

Dobrym przykładem jest pewna opowieść. Mała dziewczynka – Julia usypia w lesie z pragnienia. Kiedy się budzi, biegnie przez las i widzi źródło. Bardzo się chce napić, ale widzi lwa i on z nią dyskutuje: „przestaniesz się mnie bać, albo umrzesz z pragnienia”.  

Teraz pomodlimy się za siebie samych. Być może są w nas samych, naszych sercach przestrzenie, które nas od Boga oddzielają:

Pycha – Maryja pokonała ją przez pokorę. To jest pytanie: kto siedzi na tronie ja czy Pan Bóg.

Budowanie na sobie – wtedy powstaje u nas taka myśl, że nie ma jak zaufać sobie, bo przecież tyle razy nasze zaufanie wobec drugiego człowieka zostało „nadszarpnięte”. Dlatego później trudniej jest nam zaufać Bogu.

Perfekcjonizm – czy jestem człowiekiem który musi mieć wszystko poukładane jak w pudełku od zapałek?

Jak ja widzę samego siebie? Czy ja widzę Boże piękno w sobie, w tym niepowtarzalnym stworzeniu Boga.
Zaprośmy Matkę Bożą na początku tej modlitwy. 

Świadectwo Michała – „Jak Maryja przyprowadziła mnie do Boga”
Byłem dzieckiem wyproszonym u Matki Bożej i przyszedłem na świat w środę, dzień Maryjny. Pochodzę z rodziny, w której nie było żywej wiary. Zdarzały się w niej różne sytuacje, nie zawsze łatwe, mam tatę alkoholika. Z rodziny uciekłem w złe towarzystwo, następnie do wojska, a później do Afganistanu. Chciałem uciec przed alkoholizmem, a coraz więcej piłem. Ale przed wyjazdem do Afganistanu ciocia dała mi medalik Matki Bożej i miałem go tam zawsze na sercu. W Afganistanie napatrzyłem się na śmierć, krew i zadawałem sobie pytanie o sens. Chodziłem tam do kaplicy i uklęknąłem w niej modląc się: „Jezu jeśli jesteś nawróć mnie”. Po powrocie starałem się chodzić na mszę co niedziela, ale znów popadłem z złe towarzystwo. Ale Bóg postawił mi na drodze moją obecną żonę, która poprzez miłość mnie nawróciła. Mój tata po 11 latach przestał pić , ale wszystkie objawy choroby alkoholowej pozostały. Dzisiaj jako mężczyzna nie wstydzę się wyznać, że Maryja jest moją Matką. Po ostatnim nawróceniu zostawiłem wojsko, zacząłem studiować teologię i otworzyłem własną firmę. Chwała Panu. 
                 

 opr. bk


Msza o uzdrowienie 28.11.2011.

 

Słowo:   (Mt 8,5-11)

Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: Panie, sługa mójleży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi. Rzekł mu Jezus: Przyjdę i uzdrowię go. Lecz setnikodpowiedział: Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, amój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu:Idź! - a idzie; drugiemu: Chodź tu! - a przychodzi; a słudze: Zrób to! - a robi. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim.

Komentarz na podstawie Homilii ojca Remigiusza:

Słowa setnika: "Panie, nie jestem godzien, ..." z dzisiejszej Ewangelii, Kościół w sposób szczególny połączył z sakramentem Eucharystii. Poprzedzone tymi słowami przyjmowanie Jezusa w Eucharystii w czasie Mszy Św., jest na wzór setnika, naszym otwarciem się na dar uzdrowienia. Sługa odzyskuje zdrowie poprzez wstawiennictwo setnika. Prośba setnika , wysłuchana przez Jezusa, owocuje uzdrowieniem wobec innej osoby, nieobecnej w polu opisanych wydarzeń, która mogła nawet nigdy w życiu nie słyszeć o Jezusie.

Podobnie ma się rzecz z nami. My też znamy ludzi "sparaliżowanych" fizycznie, psychicznie czy duchowo. Sparaliżowany to znaczy: nie mogący się ruszyć w swojej chorobie ciała, niedostatku, nałogu, grzechu, czy depresji. W naszym pragnieniu dobra dla tych osób, współcierpimy i współodczuwamy z nimi – tym samym możemy je w tym pragnieniu przynieść do Jezusa. Wtedy Jezus mówi: "Przyjdę i uzdrowię go" Od naszej postawy zależy czy wierzymy, czy nie, w tąobietnicę.

Dialog Jezusa z setnikiem jest dialogiem wielkiej prostoty. Bóg jest zdumiony tym, że człowiek, do tego jeszcze poganin, zwraca się do Niego spośród tłumu bogobojnych Żydów. Oni przecież, choć upatrywali w Nim Mesjasza, trwali wokół niego w mało refleksyjnej postawie anonimowego zgromadzenia. Setnik zaś, umiał zdobyć się na ponad-przeciętność. Mimo, że nie widział w Jezusie Mesjasza, Syna Bożego, to rozpoznał w nim niezwykłego człowieka zasługującego na zaufanie. W swojej prostocie uwierzył Jego słowu. Zdobył się na wyjątkowy gest zawierzenia, stojąc sam w morzu przeciętności otaczającego go tłumu.

A jacy my jesteśmy w naszym byciu "przy Jezusie"? Czy może nie jesteśmy jak te osoby z tłumu myślące: jestem jaki jestem, mam wiarę jaką mam i nic na to nie poradzę... ?

Jezus mówi:

− Nie bądź przeciętny. Spójrz, można mieć wiarę, która zadziwia samego Boga.

Czy to zdumienie Jezusa nad setnikiem , nie jest wyrzutem dla nas, którzy być może zadowalamy się swoją przeciętnością, karmimy Boga swoją rutyną? Co odpowiadamy Mu, słysząc Słowo:

 − Oto moje Ciało, Oto moja Krew...

 Być może mówimy wtedy:

 − Tak, wierzę że jesteś Mesjaszem.- I na słowach tych kończy się nasza wiara, tak jak dla wielu innych spośród tłumu.

 Czy wierzymy temu Słowu całym sercem, duszą i umysłem? Gdyby tak było, to wtedy wystarcza nam już to samo słowo Jezusa, którego owocem przyjęcia, w prostocie serca, jest uzdrowienie. Jeśli służę Bogu, a w moim życiu nic się nie zmienia, to znaczy, że w stoję w tym tłumie. Jezus chce, abyśmy oprócz ludzi, za których się modlimy, przynosili mu naszą słabą wiarę, nasze Ewangelii na wąską drogę bycia wyjątkowym w wierze. Prośmy Ducha Świętego, aby pomnożył naszą wiarę i aby nas na tę drogę skierował. Jezus pragnie naszej wyjątkowości, takiego aktu wiary, który jest głębokim, indywidualnym zawierzeniem swojej służby i wszystkiego co nas spotyka, w postawie pokory i uniżenia, jak u Maryi.

Świadectwa:

 Janina: modliła się za brata, który popadł w konflikt z prawem. Przez ostatnie dni cierpiała z powodu wielkich lęków związanych z zaistniałą sytuacją. Na Mszy otrzymała dar nadziei, że wszystko co dalej nastąpi będzie dobre, bo pochodzące od Boga.

Teresa: W czasie modlitwy wstawienniczej przed Mszą ustąpił trapiący ją uciążliwy ból głowy i kręgów szyjnych

Wiesia: została uzdrowiona w czasie posługi jaką pełniła w swojej wspólnocie. Jezus uzdrowił relację z inną osobą z jej wspólnoty, z którą wspólnie posługiwały. Pan pokazał, aby wychodzić do drugiego w geście otwarcia i przyjęcia człowieka, nawet mimo rodzących się w nas negatywnych emocji wobec tej osoby. Pan potrafi tę spontaniczną uczuciową niechęć zrównoważyć swoją Miłością.

Krystyna: Dziękowała za ocalenie córki oraz pozostałych współuczestników poważnego wypadku samochodowego. Niedawno, zanim jeszcze córka została kierowcą, matka zawierzyła ją, oraz wszystkich, których ona spotka na drodze, opiece Bożej.

                                                                                                          opr. mt

__________________________________________________________________________

Spotkanie modlitewne 21.11.2011.

 Modlitwa, która szczególnie ma nam towarzyszyć w tym tygodniu formacji: 

 

Maryjo, Matko mojego wezwania
Chcę i pragnę, idąc za Twoim słowem,
Czynić wszystko, co powie Jezus
Miłować Jego wolę nade wszystko
A wszystko inne ze względu na Niego
Słuchać Słowa całym sercem

I w Duchu Świętym je wypełnić. Amen

(o. Józef Kozłowski SJ)

 

 

Słowo:

 

 

 J 2, 1-11


Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina. Jezus Jej odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem - nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli - przywołał pana młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. 

 

 

Przedstawione Słowo miało kilka wątków, ale zamiast komentarza poprowadzimy modlitwę w trzech turach.

1. Maryja, która była na weselu uczyniła pierwszy znak pokazując, że zabrakło wina. W tej części modlitwy chcemy pomodlić się za tych, którzy nie widzą działania Matki Bożej w ich życiu. 
2. Napełnienie stągwi – tutaj będziemy modlić się, aby Maryja uzdolniła nas do działania. 
3. Poprosimy, aby Jezus uczynił nam cud w życiu, który najbardziej nam jest teraz potrzebny.

Streszczenie konferencji (o. Kazimierz):

 Maryja jest inspiratorką przepowiadania. 

O. Józef Kozłowski rozeznał oczekiwanie Maryi na objawienie się w Odnowie w Duchu Świętym. Dostrzegł, że brakuje w Odnowie pierwiastka Maryjnego. 

Rodzi się pytanie czy Maryja, która na kartach Ewangelii wypowiada jedynie kilka zdań może nas inspirować do przepowiadania, czy może przepowiadać bez słów? Prorok to ktoś kto pokazuje co czynić, aby być Świętym. Prorok odkrywa to, co Duch Święty mówi do Kościoła zgromadzonego na modlitwie. Maryja jest zatem doskonałym przykładem, Ona inspiruje swoim życiem i pokazuje nam Pana w swoim życiu. Ma również wpływ na to co zdarzy się w naszym życiu. Tak jak to było na weselu w Kanie Galilejskiej, gdzie widoczne było działanie Matki Bożej, taki sam wpływ ma Ona na naszą modlitwę.   

Jan Paweł II głosił, że Maryja z racji szczególnego powołania patrzyła na to jak Jezus robił postępy w nauce i łasce. On przez swoją Matkę został nauczony Pisma Świętego, postawy wobec Boga. Pierwszą uczennicą Jezusa była właśnie Maryja, która przechowywała Jego nauki w sercu i nikt jak Ona nie była tak blisko Jezusa. Więcej dla Maryi znaczyło, że była uczennicą Jezusa aniżeli Matką. 

Kolejnym istotnym punktem jest przekaz Boga przez Anioła dla Józefa, aby nie bał się wziąć do siebie Maryi. Aby tak się stało, najpierw Józefowi objawia się Anioł i to jest dla nas zachęta, abyśmy przyjęli Matkę Bożą do swojego życia, ale bez oczekiwania na Anioła. Bo jeżeli Bóg milczy to może znaczyć, że zaprasza nas do wielkich rzeczy, do wielkiej chwały Boga. Widać to również w życiu Józefa. Józef czyni, a Bóg milczy. On ufa, ale Bóg wystawia to zaufanie na próbę. Józef nie złorzeczy, ale wchodzi na drogę krzyża i obumiera. Kiedy odnosimy wrażenie, że Bóg milczy, to wtedy Bóg mówi do nas najpełniej. 

Idąc dalej możemy powiedzieć, że kto przyjmuje Maryję ten przyjmuje Kościół. Maryja jest bowiem również Ikoną Kościoła. Kontemplując Jej życie od momentu poczęcia Jezusa do Jego zmartwychwstania – kontemplujemy Kościół. Matka Boża zapowiada Kościół. Maryjny wymiar Kościoła wyprzedza wymiar Piotrowy. Przez Jej życie, obumieranie i krzyż Kościół został zapowiedziany. Jako oblubienica zapowiedziała oblubieńca. Pragnę nawrócenia dlatego chcę być dobrym, bo kocham Pana Jezusa. Przez zwiastowanie Maryja przyjęła Słowo tak jak później przyjmie je Kościół, dlatego właśnie powstał Kościół. 

Najistotniejsze jest to, że Maryja nie zatrzymuje chwały na sobie. Kto czci Maryję ten czci Jezusa. Jako dzieci Matki Bożej mamy być jej naśladowcami wierni Słowu Bożemu, aby Ono nie obróciło się przeciwko nam. Naturą Dobrej Nowiny jest to, że biegnę, aby się podzielić, ona jest dla nas, dla Kościoła. Tam, gdzie jest Maryja jest i Duch Święty. Tam, gdzie się dzielimy – służymy, a tam wylewa się łaska. Maryja odkryła tajemnicę wieczernika czyli służby. Pan Jezus obmywa uczniom nogi. Tak jak Pan Jezus, jak Maryja biegnąc – służąc musimy sobie nawzajem umywać nogi. Przykładem może być przyjmowanie trudnych osób w parafii, rodzinie. Kiedy wychodzimy do takiego człowieka i jemu służymy najpełniej wylewa się Duch Święty. 

Maryja troszczy się o apostołów, aby głosili Ewangelię, o męczenników, aby nie bali się przelewania krwi, wyjątkowo troszczy się o każde powołanie (małżeństwo, kapłaństwo). I ten kto nie rozpoznał swojego powołania niech zaprosi Matkę Bożą, aby mu w tym pomogła.

 

Świadectwo Daniela  (lider grupy Odnowy w Luksemburgu)


Po nawróceniu wystarczał Danielowi jedynie Jezus, ale jego żona nauczyła go modlitwy na różańcu i pomogła mu odkryć wielkie łaski jakimi można być obdarzonym dzięki wstawiennictwu Maryi. Modlitwa różańcowa przez nich praktykowana przyczyniła się do uwolnienia kobiet poznanych w Medjugorie,  założenia Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym we Frankfurcie, nawrócenia taty Daniela, nawrócenia innych ludzi spotykanych na ich drogach, którzy odeszli daleko od Boga prowadząc nawet działalność przestępczą. Pan Jezus posyłając ich do różnych osób nawet bardzo trudnych zawsze jest z nimi i się nimi opiekuje.                                                         

 opr. bk


 

Spotkanie modlitewne 14.11.2011.

 

 

Modlitwa, która szczególnie ma nam towarzyszyć w tym tygodniu formacji:

 

 

W Twoje ręce Matko
Składamy dar naszego zawierzenia Panu
Ty jesteś zawsze wierna
Ucz nas ufać do końca
Temu, który nam pierwszy zaufał
Wstawiaj się za nami u Syna
 
 Maryjo! Amen.

                           (o. Józef Kozłowski SJ)

Słowo:

Łk 1, 39 – 45 

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana.

 Streszczenie konferencji (o.Remigiusz):

Pamiętajmy, że uczymy się od Maryi relacji do Jezusa, która jest dla nas wzorem przyjęcia Boga na Ziemi. Chcemy popatrzeć na zawierzenie Maryi, zrozumieć jak Ona to zrobiła. Źródłem zawierzenia jest to, że Bóg pierwszy do mnie przychodzi i oczekuje z mojej strony zaufania, posłuszeństwa Słowu, cierpliwości w realizowaniu powołania. Jezus pokazuje sobą, że On też realizuje powołanie jako człowiek. Co więcej Jezus zaufał dając mi wolność, zaufał, że będę realizował powołanie. Czy tak jest? Odpowiedź na to pytanie jest w naszym sercu. Przykładowo w domu mówimy komuś – dziecku, mężowi, żonie: „ufam tobie”. Wtedy staję się niejako bezbronny w zaufaniu. Jeżeli zawiodę Boga, wtedy doprowadzę do Krzyża również dzisiaj. 

Ta, która odpowiedziała na prośbę Boga najpełniej jest Maryja, bo źródłem jest Bóg. W naszym życiu to my zazwyczaj jesteśmy źródłem. Bardzo często mamy swój plan, który realizujemy. A Matka Boża ustawicznie zawierza się i realizuje Boży plan. Zazwyczaj nie pytamy Boga – co chcesz, abym uczynił tej osobie, gdy ktoś nas zrani. Nam brakuje tego, żeby czekać na Słowo, a nie samemu podejmować działania. Maryja natomiast otrzymuje Boga i oddaje Boga Go ufając, że obiera dobrą drogę. W naszym działaniu rzadko tak jest np.”  myślę sobie nawróciłem się nie po to, aby Ciebie komuś oddać”, a Maryja oddaje Boga( Jezusa) światu wierząc, że go nie straci. Jednocześnie nie mogła powiedzieć, że nie traci Boga, co więcej ma uczucie, że wyrywają jej Syna. Maryja nie traci jednak zawierzenia i cierpliwie w nim trwa. Jeżeli mamy wątpliwości jak to uczynić, to spójrzmy na Maryję. 

Bardzo istotne jest porównanie Maryi i Ewy. Problem Ewy polega na tym, że w pewnym momencie nie chce iść za Bogiem tylko chce być nad Bogiem. Wtedy rodzi się takie przeświadczenie, że Bóg mi coś zabrał, chowa, coś kryje przede mną oraz myśl, że gdybym nie była tak blisko Boga to miałabym coś lepszego. To jest przykład kuszenia. Maryja nie straciła zawierzenia przeciwnie do Ewy, ale była również kuszona, aby stanąć ponad tym, co proponuje Bóg. Z reguły kiedy mniej odczuwam, powinnam jeszcze bardziej zawierzyć. Bóg z miłości do nas w ten sposób chce powiedzieć: "zostaw to, bo będziesz nieszczęśliwy". Maryja mówi do nas: "słuchaj Słowa i bądź mu posłuszny".

Kolejnym ważnym aspektem jest różaniec. Nie jest on nam wprawdzie potrzebny do zbawienia, ale jest pewną formą modlitwy. W drugim tysiącleciu różaniec był modlitwą, która w szczególny sposób miała koncentrować na Jezusie poprzez rozważanie tajemnic. Dawny różaniec mówiono w ten sposób, że po Zdrowaś Maryjo po słowie Jezus dopowiadano tajemnicę np. Boże Narodzenie – który nam został dany dany w Betlejem.  W tej szczególnej modlitwie rozważamy całe życie Jezusa w Maryi, która go rodzi. Dzięki takiemu podejściu staje się On żywy. Jednak w zakonach w trakcie odmawiania pokuty, takie rozważanie spowodowało, że nie można było dokończyć różańca. Dlatego też wprowadzoną drugą część modlitwy – Święta Maryjo. W różańcu zawsze jest Jezus –błogosławiony owoc żywota Twojego Jezus. O Nim jest ta modlitwa.

Spróbujmy modlić się taką formą rozważania życia Pana Jezusa, skoncentrować się na nim, bo takie były początki różańca.

  opr. bk


Spotkanie modlitewne 07.11.2011.

 

Modlitwa, która szczególnie ma nam towarzyszyć w tym tygodniu formacji: 

 

Matko wskazująca drogę
 
 
 
Do Syna nas prowadź
 
Wstawiaj się za nami u Ducha Świętego
Abyśmy dochowali wierności
Abyśmy objawili w naszym życiu
Tego, który jest Drogą, Prawdą i Życiem
Maryjo! Amen.
                           (o. Józef Kozłowski SJ)

Słowo:

Łk 1, 26-38

W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, (27) do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. (28)Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami. (29) Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. (30) Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga.(31) Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. (32) Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. (33) Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. (34) Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? (35) Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. (36) A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. (37) Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego.(38) Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł.

Streszczenie konferencji (o.Remigiusz):

Niektórzy są blisko Maryi, a inni pytają po co nam Maryja, skoro mamy Jezusa. Matka Boża jest nam bliska, bo jest naszą nauczycielką. Czego nas uczy Maryja?

Po pierwsze Maryja uczy nas modlitwy serca. To Bóg zaprasza na modlitwę i to On wybiera przeznaczony na nią czas. Tak było w życiu Maryi. Gdy idziemy za głosem Boga jak Maryja, to doświadczamy czegoś więcej, przechodzimy od dobrego do lepszego. Ojciec Remigiusz podaje za przykład o. Józefa Kozłowskiego, który był wyczulony na Boży głos.

Po drugie Maryja w najdoskonalszy sposób w historii przyjęła Jezusa, najlepiej ze wszystkich świętych. Bóg pragnął być przyjęty w taki sposób, jak zrobiła to Maryja. Zrób tak jak Ona, jak nie wiesz jak przyjąć Jezusa. Bierzmy z Niej przykład i naśladujmy Ją.

Po trzecie Maryja uczy nas wewnętrznej wolności, to znaczy bycia gotowym do pełnienia woli Jezusa. Tak jak Ona mamy się troszczyć, żeby być do Jego dyspozycji. Matka Boża była w nieustającej gotowości na Jego głos i uczy nas tego. Jako nasza Matka towarzyszy nam w wewnętrznym otwieraniu się na Boga.

Po czwarte Maryja uczy nas kroczenia od dobrego do lepszego. Cały czas się rozwija, jest w Kanie, w wieczerniku, pod krzyżem i w trakcie Zesłania Ducha Świętego. Maryja uzdrawia nas w myśleniu, że mamy dążyć do własnego ideału. Nie o ideał chodzi, ale o słuchanie woli Bożej i pełnienie Jej. Trzeba się nam cały czas pytać, co mówi Bóg, tak jak robiła to Maryja, nasza Matka i nauczycielka.

 

Modlitwa

Modliliśmy się w jedności ze świętymi w Niebie. Oni też każą nam naśladować Maryję. Uwielbialiśmy Boga w Maryi i w naszym życiu a następnie prosiliśmy o przyjście Ducha Świętego ze swoimi darami.

Świadectwa

Euzebiusz dał świadectwo, jak dzięki opiece Maryi wyszedł cało z wypadku samochodowego.

                                                                                             

 opr. go


Msza o uzdrowienie 31.10.2011.

 Wigilia Wszystkich Świętych

Słowo: Mt 5,1-12a 

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy /ludzie/ wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie.

 Krótki komentarz na podstawie homilii o. Remigiusza:


Wigilia Wszystkich Świętych przypomina, że są także święci naszych czasów – wielkie postacie, np. Jan Paweł II, Jerzy Popiełuszko, Matka Teresa, których niejednokrotnie mieliśmy okazję słuchać, widzieć i mamy pewność, że są w Niebie. Jednak także spośród nas znamy kogoś, kto pełny pokoju odchodził do Boga – bez narzekania, z pokorą, o dobrym sercu. Patrząc na końcówkę ich życia nie mamy wątpliwości, że są u Boga. 
Czym jest zatem świętość? 
Świętość to podejmowanie decyzji, patrzenie na drugiego człowieka. I wśród nas są ludzie, którzy poprzez wybory, jakich dokonali, są święci. Świętośc to przede wszystkim praca, gotowość do odpowiadania na Boże wezwanie, gotowośc do służby, do pełnienia woli Bożej poprzez konkretne postępowanie w codzienności . To pewnego rodzaju gorliwość. Świadomość ta niech będzie zachętą do nawrócenia dla wszystkich, którzy czują w sercu niepokój.
Idąc jutro na cmentarz, będziemy na pewno prosić o życie wieczne i zbawienie jednak pamiętajmy, aby mieć w sercach wdzięczność za każdy gest dobroci i troski, za to że “nasi” święci mówili o Bogu, że nauczyli nas pacierza. 
Dzisiaj podczas mszy prosimy o uzdrowienie, jednak najpierw podziękujmy za prawdziwe dobro, jakiego doświadczamy i z którego korzystamy, a mamy wielkie trudności, żeby je dostrzec i docenić. Podziękujmy za dobro, które jest ziarenkiem gorczycy, za każdy dobry wybór, gdy zechcieliśmy pełnić wolę Boga. Prośmy, aby uzdrowił w nas to, co jest chore – tam gdzie nie pełnimy powołania, gdy nie zbliżamy się do Boga, gdzie nie widzimy  możliwości bycia świętym – w domu, wspólnocie, pracy – gdzie jesteśmy przekonani, że

Wydawnictwo: Książki i Płyty | Zespół Mocni w Duchu | Szum z Nieba | o. Józef Kozłowski SJ | Dom Miłosierdzia

Ta witryna korzysta z plików cookie, zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.