zaloguj się

Historia wspólnoty oczami jej liderów
od początku istnienia

Janek Królikowski (1987-1994)

 

Czekamy na tekst od Janka ...





Dariusz Jeziorny (1994-1996)

Grupa animatorów wybrała mnie na lidera w listopadzie 1994 r. Poniekąd przygotowaniem był dla mnie półroczny okres zastępowania Janka w czasie,  gdy przebywał on w Szkocji na stypendium.

Wejście w obowiązki lidera grupy było więc dość płynne. Jednak nie obyło się bez trudności. Akurat okres ten pokrywał się z rozpoczęciem przeze nie pracy na pełen etat jako asystent w Instytucie Historii UŁ (wcześniej jako stażysta miałem o wiele mniej obowiązków). Nie był to pierwszy raz, gdy Pan Bóg pobłogosławił mnie obowiązkami "nad miarę".  W momencie obejmowania nowych zadań grupa przejawiała pewien kryzys, powodowany różnymi względami (relacje międzyludzkie, rozczarowanie  niektórych osób niemożnością zrealizowania przez siebie powołania i.in.).

Moim celem było więc skonsolidowanie grona animatorów - dużo czasu poświęcałem wówczas na rozmowy indywidualne. W efekcie grono założycielskie grupy Mocni w Duchu (nazywam tak osoby, które położyły podwaliny pod istnienie i działanie grupy w pierwszych dwóch latach jej istnienia) nadal ciągnęło obowiązki animatorów. W sumie zespół animatorów był stosunkowo stabilny w latach 1989-1996.

Drugim wyzwaniem, jakie sobie stawiałem za cel było przygotowanie formacji dla osób, które przeszły już seminarium życia w Duchu. Wtedy właściwie grupa licząca ponad 100 osób prowadziła 3 nurty działań w ramach spotkań modlitewnych. Na konferencjach i w małych grupach spotykały się oddzielnie osoby przechodzące seminarium, osoby po seminarium (niezaangażowane w prowadzenie małych grup seminaryjnych) i osoby przed seminarium (tylko małe grupy z odpowiednio zaprojektowanym cyklem spotkań tematycznych).

Okres mojej posługi jako lidera grupy zakończył się w październiku 1996 r. Ale już przed wakacjami pojawiły się symptomy, że mój czas mijał. Po pierwsze, stanęliśmy przed poważnym wyzwaniem zorganizowania wielkiego spotkania ewangelizacyjnego na lotnisku Lublinek z Jose Prado Floresem i o. Emiliano Tardifem (koniec lipca 1996 r.). Było ono poprzedzone dwudniową sesją na 2400 osób na hali "Społem". Przypadły mi w udziale przygotowania do tych wydarzeń - głównie odpowiadałem za tę część w hali, ale pracowałem też na innymi aspektami spotkania. Wówczas poprosiłem, żeby na okres wakacji odciążyły mnie dwie osoby w prowadzeniu grupy. Mój powrót po wakacjach do obowiązków lidera grupy był jednak krótkotrwały. Dostałem bowiem czteromiesięczne stypendium w Londynie.

Razem z duszpasterzem ustaliliśmy wówczas, że lepiej będzie wybrać nowego lidera niż powtórzyć pomysł z zastępcą. Zgodziłem się na to tym bardziej, że wybrano mnie  dodatkowo na koordynatora diecezjalnego grup Odnowy i stwierdziłem, że mnożenie funkcji, z których mógłbym się wywiązywać powierzchownie z powodu nadmiaru obowiązków, byłoby niezdrowe.


Mariusz Mordaka (1996-1997)

Liderowanie w grupie Mocni w Duchu rozpocząłem 26.10.1996 r. na wyjazdowym spotkaniu w Grotnikach. 5 dni później zostałem ojcem.


To trudny czas zmierzenia się z nowymi obowiązkami i nową sytuacją w domu. Przyjąłem, że  Pan mnie nie zostawi bez większej dawki Jego mocy, przecież On wie, że jej potrzebuję. Tak więc będąc pewien, że wystarczy ci mojej łaski ..." służyłem Jemu w  grupie jako lider.

To też pierwsze liderowanie gdzie nasz duszpasterz Ojciec Józef Kozłowski uznał że jako grupa jesteśmy już na tyle dojrzali że sprawy grupy prowadzi lider, więc zabrakło naszego Ojca na spotkaniu animatorów (teraz to już norma, ale wtedy była to nowość, gdy w ciągu roku na spotkania animatorów ojciec zajrzał raptem 3 razy).

Pan czynił nas Mocnymi jak i czyni cały czas. W okresie liderowania były okresy że odnosiłem wrażenie że spotykam się z Nim i rozmawiam jak twarzą w twarz. Praktycznie codziennie wkładałem w Jego ręce poszczególne osoby jak i całą grupę aby to On był naszym pasterzem i w tym pasterzowaniu posługiwał się mną tak jak chce. W tym czasie jako jako grupa staraliśmy się czerpać z Mocy Pana ale i przekazywać i dzielić się Nim z innymi, stąd ewangelizacje indywidualne i grupowe z książkami z serii „Żyć dobrą nowiną” , ewangelizacje otwarte prowadzone razem z ojcem Józefem i zespołem, seminarium Odnowy Życia w Duchu Świętym, prowadzenie spotkań w grupach dla osób dorosłych przygotowujących się do chrztu, I Komunii Św. czy bierzmowania, modlitwy wstawiennicze, spotkania w akademikach ... trudno mi dziś zliczyć te posługi, które były naszym udziałem.

Starałem się nie krępować Słowa Bożego, które Pan kierował do mnie czy kogoś z grupy. Swoje liderowanie zakończyłem chyba w grudniu '97 lub w styczniu'98, kiedy to Pan w naszym wyborze wskazał na Jacka Grabarczyka.

Niech Pan będzie uwielbiony we wszelkim dobru, które stało się moim udziałem w tym czasie...

______________________________________________________________________________

Jacek Grabarczyk (1998- 2001)



  Czekamy na tekst od Jacka ....




______________________________________________________________________________

Anna Woźnicka (2001-2004)

 

 Czekamy na tekst od Ani ....





  Jola Czapnik (2004 - 2007)    

Bycie liderem „Mocnych w Duchu” to niezłe wyzwanie. Wyzwanie dla wiary, ufności pokładanej w Bogu, dla gotowości kochania drugiego człowieka, dla zdolności organizacyjnych, umiejętności gospodarowania swoim czasem i godzenia posługi z życiem zawodowym i osobistym.

Zawsze uważałam (i nadal uważam), ze nie jestem typem lidera, że nie mam ku temu predyspozycji. Ale Bóg zaprosił mnie do tej przygody i na ten czas dał potrzebne charyzmaty.

Myśl, że On mnie do tego powołuje i uzdalnia pojawiła się we mnie niespodziewanie parę tygodni przed wyborami. Nie mówiłam o tym z nikim ze wspólnoty, ale czułam pokój serca. Sam wybór miał miejsce w czasie dwudniowego spotkania w Andrzejowie, gdzie najpierw rozeznawaliśmy kierunki działania wspólnoty, wyzwania dla naszej grupy po śmierci ojca Józefa. Owocem tego rozeznania było miedzy innymi powstanie w następnych miesiącach kilku grup modlitwy wstawienniczej: za miasto, w szpitalu, w nadsyłanych z zewnątrz intencjach.

Pierwsze dni po wyborze pamiętam jako czas dużej radości, radości z jednego tylko powodu – powiedzenia „tak” dobremu Bogu.

Doświadczyłam w czasie tych trzech i pół roku (od stycznia 2004 r. do czerwca 2007 r.) wielu znaków bożego działania, tego, że On prowadzi mnie i wspólnotę. Często bywałam wręcz zaskoczona pojawiającą się pewnością, że coś należy zrobić tak, a nie inaczej; konkretnością odpowiedzi Boga na nasze modlitwy. Tym co bardzo pomagało mi w posłudze było doświadczenie zdobyte we współpracy z Anią Woźnicką i pamięć o ojcu Józefie Kozłowskim, wieloletnie obserwowanie go w działaniu. Często pojawiała się we mnie myśl: „trzeba tak zareagować, tak poprowadzić spotkanie, bo tak zrobiłby ojciec Józef”. Doświadczyłam też oczywiście dużo zmęczenia ilością spotkań i odpowiedzialnością, ale teraz widzę jak często wynikało ono z braku zaufania Bogu, opierania się na sobie, stresu, że nie spełniam czyichś oczekiwań. Oddaję wszystkie błędy Bogu bogatemu w miłosierdzie. Dziękuje Mu za Jego dobroć dla mnie. I za radość patrzenia na Jego działanie w życiu braci i sióstr ze wspólnoty.                          


  Anna Pudlarz (2007 - 2010)

W rozeznaniu przed wyborami animatorzy określili, że jednym z najważniejszych zadań nowego lidera będzie scalanie grupy i troska o osoby w grupie i czas tej kadencji to potwierdził. Mój wybór na lidera zbiegał się w czasie ze zmianą duszpasterza. Te dwie zmiany bardzo ważne dla funkcjonowania grupy – jak się okazało w późniejszym czasie, miały przynieść dużo zmian. Już wtedy w oczekiwaniach osób w grupie odczuwało się duże napięcie zwiastujące taka potrzebę.

Zmiana tych dwóch ważnych funkcji zbiegła się z jubileuszem 20-lecia istnienia wspólnoty (luty 2008 r.). Jubileusz zmobilizował nas do tworzenia kroniki Mocnych, w której zaczęliśmy na bieżąco rejestrować ważne wydarzenia z życia grupy.

Podczas przygotowań do jubileuszu zrodziła się także inicjatywa naszej modlitwy za wszystkich Mocnych od początku istnienia wspólnoty. – która miała swe źródło w intencji serca o. Józefa Kozłowskiego – „aby nikt nie zginął”.

W tym czaise odbudowaliśmy na nowo grupę modlitwy wstawienniczej osłonowej w intecjach grupy.Uznaliśmy modlitwę za nas samych za jedno z najważniejszych zadań w obliczu tak wielu zmian. Ta grupa upadała, natomiast z trzech najbardziej wiernych osób rozrosła się do ok. 40 osób (dzisiaj). Był to także czas, kiedy jako ważne światło dla naszej wspólnoty wypłynęła potrzeba troski o nasze relacje we wspólnocie, o większą przejrzystość i komunikację w tych relacjach.

Kolejnym ważnym wydarzeniem było Wielkie Seminarium i obchody V rocznicy śmierci o. Józefa. Przeżywane we wspólnocie seminarium i rocznicowe spotkanie z Tomem Forrestem rozpaliły nas do wyjścia na zewnątrz, do dzielenia się naszym bogactwem z innymi grupami. Jedno ze świateł na modlitwie przed spotkaniem rocznicowym mówiło o „armii Boga”. Był to czas powstania Szkoły Animatorów (światło o. Remiego), która rozpoczęła kierunek formacji innych grup, najpierw w diecezji, a za moment szeroko w Polsce i za granicą.

Ważnym celem dla mnie były starania o to, aby w końcu zaistniała strona internetowa wspólnoty –początkowo służyła potrzebom naszej formacji, ale była nieustająco rozwijana juz później przez działania zaczynającej funkcjonować grupy medialnej.

Jednym z większych wyzwań tego czasu był problem rozrastającej sie grupy - nie mieściliśmy sie juz w sali Teatralnej, więc rodziło sie pytanie, jak nie zaniedbać dobra, które Bóg nam daje. Stąd po podjętym rozeznaniu podjęliśmy seminarium we współpracy z innymi wspólnotami na Sienkiewicza.

Maj 2009 r. - powstała nowa grupa modlitwy wstawienniczej - w intencji kapłanów (rok kapłański). Powstaje też grupa modlitwy wstawienniczej przed Mszami św. o uzdrowienie, w którą zaangażowała się grupa osób młodych, która była kolejnym bogactwem nam danym i zrodzonym we wspólnocie. Kolejny czas to początek Posługi SOS, czyli wyjazdowej szkoły formacji wspólnot. W to dzieło zaangażowało się bardzo wielu Mocnych, także osoby z innych łódzkich wspólnot.

Tak duże wyjście Mocnych na zewnątrz w ciągu tych trzech lat jest odpowiedzią na Boże zaproszenie, abyśmy nie zamykali się w swoim gronie, ale dzielili się bogactwem wspólnoty z innymi. Formacja innych grup w Polsce i za granicą, zapoczątkowana jeszcze podczas poprzednich kadencji, a w ciągu ostatnich trzech lat tak mocno rozwinięta uwolniła duży potencjał grupy. Powodem części napięć w grupie od jakiegoś czasu była duża ilość dobrze uformowanych osób, które chciały realizować swój potencjał, natomiast możliwości w grupie były określone, nie wszystkie mogły znaleźć dla siebie właściwe miejsce. Jest to droga rozwoju także dla osób młodszych stażem.

Jednak taki kierunek rozwoju grupy powodował określone skutki dla naszego funkcjonowania wewnątrz. Zaangażowanie w grupie stało się mniej atrakcyjne, trudniej było o budowanie jedności i współpracy wewnątrz. Dla mnie, jako lidera wiązało się to z nieustającym szukaniem ludzi, którzy chcieliby podjąć odpowiedzialność za różne zadania w grupie. Często w realizacji zadań w grupie zostawałam osamotniona, ponieważ uwaga osób w grupie tak mocno koncentrowała się na zadaniach na zewnątrz.

Malała troska o osoby młodsze stażem w grupie,  na spotkaniach animatorów z powodu małej ilości osób coraz trudniej było podejmować wspólnotowe rozeznanie. Animatorzy, rezygnując ze spotkań piątkowych sami odcinali się od tworzenia rzeczywistości wspólnoty, przestawali wiedzieć czy rozumieć dlaczego grupa podejmuje takie, a nie inne rozeznanie. Potrzeba było nieustająco podejmować różne kroki w kierunku budowania w nowy sposób jedności, odpowiedzialności z grupę, skupiania grupy na tym, co najważniejsze, aby nie zaniedbać tego centrum życia wspólnoty, skąd wszyscy czerpiemy.

Moja główna troska, jako lidera w tym czasie skierowana była na kilka podstawowych aspektów – spotkania modlitewne i formacja w grupie, integracja wewnętrzna grupy (budowanie wspólnoty), integracja animatorów i troska o nowe osoby w grupie.

Ostatni rok był szczególnie owocny – podjęta formacja o powołaniach i wysiłki w celu otwarcia wspolnoty na osoby młodsze stażem – zaowocowała wyborem nowego lidera z takiej grupy osób. Podjęte kierunki zmian, które nie do końca udało się zrealizować, zostały podjęte przez nowego lidera podczas kolejnej kadencji. 

Podsumowując, moja posługa lidera była czasem dużych zmian i kształtowania się w nowy sposób rzeczywistości wspólnoty, a więc wymagała nieustannego czuwania, rozeznawania i podejmowania decyzji tak, aby odpowiadać na wyzwania tego czasu i nie zaniedbać dobra, które w tym czasie jest nam dane. Było to czas dużego trudu ale wielką radością jest wzrost, którego nie da się nie widzieć.

Mnie osobiście w tym czasie Bóg uczył zaufania Jemu samemu, że nie wszystko zależy ode mnie, że to jest Jego wspólnota, Jego czas i miejsce – a moim zadaniem jest wykonać to wszystko, do czego mnie powołał, chociaż „narzędzie jest niedoskonałe”i czasem trzeba iść w ciemności. Droga lidera jest też czasem rezygnacji z siebie, oddawania siebie innym, służąc w ten sposób Bogu. Często towarzyszył mi dany na rekolekcjach obraz Jezusa, który zawsze nas wyprzedza, a my idąc za Nim, chociaż często nie możemy nadążyć i pozostajemy w tyle, to wciąż jesteśmy wezwani do odkrywania Jego woli. 



Marta Karolewska (2010 - 2013)

                 Czekamy na tekst od Marty ....                                      

 


 

Wydawnictwo: Książki i Płyty | Zespół Mocni w Duchu | Szum z Nieba | o. Józef Kozłowski SJ | Dom Miłosierdzia

Ta witryna korzysta z plików cookie, zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.